Teksty

TENEBRAE

Where has the daylight gone?

Where are the flowers?

Sardonic silence hides

eloquent monstrous lies.

Who has clad the Earth

in crimson red,

in Deianira’s robe?

Tenebrae factae sunt.

Buried dreams,

ideals in tombs

desire purification,

are craving for resurrection.

Tenebrae! Fall on your face!

The barren Earth will soon give the birth

to incorruptible flowers,

nursed with its own blood.

Shadows with icy eyes,

insipid faces,

unfeeling stony hearts

tell you how to live.

They have built your house

with fear and wars,

with no windows or doors.

TENEBRAE

Dokąd odeszło światło dnia?

Gdzie się podziały kwiaty?

Sardoniczna cisza skrywa

ogrom elokwentnych kłamstw.

Kto Ziemio ubrał Cię

w karmazynową krew,

w suknię Dejaniry?

Tenebrae factae sunt.

Ideały pogrzebane,

umarłe marzenia

chcą by je oczyścić,

pragną wskrzeszenia.

Tenebrae! Upadnij na twarz!

Bezpłodna Ziemia wkrótce wyda na świat,

niezniszczalne kwiaty,

karmione jej własną krwią.

Cienie o twarzach wyblakłych,

o oczach ze szkła

i sercach z kamienia

mówią ci jak masz żyć.

Wybudowano ci dom,

z lęku i gróźb,

bez okien i drzwi.

Quest for the Promised Land

Terror and hate are flooding the world.

Where is the promised land?

Grief-stricken angels get down to earth

help down-trodden pearls start to shine.

I saw the blind guiding the blind,

their faces were twisted by pain.

With empty eyes and empty hearts,

they were stumbling and going to nowhere.

Conceited thoughts, futile deaths

can’t find the promised land.

Sun-melted wings stopped Icarus’ fly.

Waters bemoaned waxen hopes.

Barbed wire woods,

iron-forged birds,

people with tongues confused,

stolen thrones and jesters with crowns

won’t bring back the promised land

Cross the valley of pain/crying.

Feed the beggars of love.

Trust against lack of hope.

Ford hateful streams dry-shod,

and you will reach the promised land.

Szukając ziemi obiecanej

Nienawiść, strach zalewają świat.

Gdzie jesteś ziemio obiecana?

Strapione anioły zstępują z nieba

by perłom zdeptanym zwrócić blask.

Widziałem jak ślepcy ślepców prowadzą,

a ból twarze wykrzywiał im.

Puste serca, oczy bez wyrazu,

potykały się, donikąd szły.

Zadufane myśli, daremna śmierć

nie odnajdą ziemi obiecanej.

Słońce zatrzymało Ikara lot.

Wody opłakały nadzieje woskowane.

Z żelaza wykute ptaki

i z kolców las,

w nim ludzie o językach splątanych

i błazen, choć tron komuś skradł,

nie odnajdą ziemi obiecanej.

Idź przez dolinę płaczu i łez,

karmiąc żebrzących o miłość i chleb.

Zaufaj choć mówią, że nie da się

przez morze nienawiści suchą stopą przejść, a znajdziesz ziemię, tę obiecaną.

THE WOUNDED WORLD

Rage, fear and wrath

wound the earth,

burn up her flowers.

Curse, lies and slurs

hit the blue,

scare off the fliers.

Moan, cry and spasm

smash the sky,

tear out the prayers.

Spite, hate and greed,

vile winds

lash life

with iron.

Tears, not the dew wake the day,

feed sorrowed gardens.

Bells’ weeping songs

rip the air,

shake rocks and mountains.

Stop useless fights,

the graves are full.

There are no winners.

Let husbands, sons

come back home,

build hate-free

houses.

Who named the birds of heaven?

Who gave the beasts their names?

Who tended the Garden of Eden?

Was this the man who dooms the World to death?

PORANIONY ŚWIAT

Wściekłość, gniew i strach

kaleczą ziemię

palą jej kwiaty.

Przekleństwo i kłam

przeszywają błękit,

wypędzają ptaki.

Jęk, szloch i spazm

uderzają w niebo

modlitwą rozdartą.

Nienawistne

wiatry złe

linczują życie

biczem żelaznym.

Łzawa rosa budzi dzień,

żywi ogród bolesny.

Zapłakanych dzwonów pieśń

powietrze tnie,

wstrząsa gór bezkresy.

Dość bezsensu walk,

groby nabrzmiały,

zwycięzcy odeszli.

Niech mąż i syn

powrócą by

zbudować dom

bez nienawiści.

Kto nazwał ptaki powietrzne?

Kto dzikim bestiom imię dał?

Kto pielęgnował ogrody Edenu?

Czy był to człowiek, który dziś skazuje Świat?

The Odd Theatre

All the world is a stage, one said,

and people merely players

the-co-writers of the script,

who suddenly enter and suddenly leave.

But why?… Such an odd theatre is the world, in which actors are also spectators.

There’s no casting.

They choose roles themselves,

but cannot tell apart

masks from faces…

Hidden behind a disguise,

the stupid pretend to be wise.

Cowards play brave men.

Scoundrels play angels.

Who’s a hero? Who’s a villain?

Juggling with empty words,

mediocrity governs the world.

The tyranny of idiocy

in a mask of democracy

rules the human race!

Stop deluding yourself!

Take off   masks, have a face.

It’s your life not a play …

Przedziwny teatr

Świat to teatr, rzekł ktoś,

ludzie są tylko aktorami,

zjawiają się nagle… i nagle nie ma ich…

współtwórcy scenariusza,

niepożegnani.

Jakże dziwnym teatrem jest świat,

aktorzy są również widzami…

Bez castingu wybierają swój los,

myląc twarze z maskami.

Głupcy w przebraniu

mędrcami chcą być.

Tchórze odważnych tu grają.

Szuje w anielskie skrzydła stroją się

i nie wiesz kto … bohaterem jest…

a kto… kanalią?

Żonglując pustymi słowami,

miernota podbija świat.

Tyrania głupoty

w masce demokracji

steruje losem ludzkiej rasy.

Nie pozwól iluzjom zwodzić cię!

Odsłoń twarz! Charakteryzacjom precz!

To twoje życie, a nie skecz!

Ekphrasis

The holy geometry

of flesh and souls,

the liturgy of arms,

mystical hands and thighs,

sanctified lips and eyes.

Two beings one breath,

two grains one bread,

golden sweat blesses

the face and breast,

The beauty comes out from his rib

in which he puts the life; and he

will carry life and her forevermore.

The life and death in love embrace,

in unison kneel at the bed,

where racing breaths

awake the day and night,

sacrosanct whiteness and red.

Ekfraza

Święta geometria

ciał i dusz,

liturgia ramion,

mistyka dłoni i ud,

konsekrowanych oczu i ust.

Dwoje istnień, jeden dech,

dwa ziarna, jeden chleb,

złoty pot

święci twarz i pierś.

A z jego żebra wyrasta piękno

i   życie w nie wkłada i będzie je niósł

do końca świata, na zawsze już.

Życie i śmierć w miłosnym objęciu,

w   unisonie

splątane klęczą;

gonitwa oddechów budzi noc i dzień,

świętą czerwień i biel.

MIMETIC DESIRES

We all live in a world of mimetic desires

and we don’t, we don’t, we don’t want to get free.

We are caught in a net of triangular desires

and we can’t discontinue alien threads we weave.

We crave others’ words, dreams, inspirations.

We steal others’ lives, loves, admiration.

Lies fend for pride, feed snobbish hunger,

jealousy, hate and disdain.

Is mimetic life our destination

Will we ever be ourselves?

We’ve got lost in a maze of

deceptive, sly symmetries;

we can’t, we can’t, we can’t find the way out.

We’ve got stuck in a maze of insidious geometries.

Triangular desires are a fatal trap.

Let’s find own thoughts, words, connotations.

Let’s not repeat foreign incantations.

We don’t want to be desired by others

Let’s have our dreams and be free.

Mimetic life is not a destination…

Let’s try to be ourselves.

MIMETYCZNE PRAGNIENIA

Żyjemy   w świecie mimetycznych pożądań,

i wcale   nie chcemy z niego wyjść.

Wpadliśmy w sieć trójkątnych pragnień,

przędziemy obcą , niezniszczalną nić.

Pożądamy cudzych słów, marzeń, inspiracji.

Kradniemy cudze życie, miłość, admirację.

Pycha żywi kłamstwo i snobistyczny głód,

karmi zazdrosny, nienawistny chłód.

Czy mimetyczne życie to nasz los?

Czy kiedykolwiek będzie wolnym ktoś?

Zagubiliśmy się w labiryncie

podstępnej symetrii,

z którego nie potrafimy sami wyjść.

Usidliły nas   zwodnicze geometrie.

Trójkątne pragnienia to zabójczy wnyk.

Odnajdźmy własne myśli, słowa, konotacje.

Nie powtarzajmy cudzo-brzmiących zaklęć.

Nie chciejmy być przedmiotem admiracji.

Bądźmy wolni, miejmy własne aspiracje.

Mimetyczne życie nie jest przeznaczeniem.

Spróbujmy wreszcie sobą być.

Nothing Changes

I am here and now,

shrinking and fading   ̶

in the world of growing egoism…

Will anyone find me?

Will anyone notice me?!

I’ve stopped fighting …

I’m not greedy anymore…

I stay away from false friends.

I don’t complain of bitter fate

I don’t care anymore and the time

is mocking me…Nothing changes…

Metal and stone are coming back victoriously!… Nothing changes…

Helpless and lost, I’m searching for the way! Nothing changes…

On the earth, in heaven and hell

Nothing changes

Do I really live in vain?

Nic się nie zmienia

Jestem tu i teraz ,

kurczę się i więdnę –

egoizm ludzi przytłacza mnie…

Czy ktoś mnie odnajdzie?

Czy ktoś mnie zauważy?!

Nie walczę już…

Przestałem zachłannym być…

Unikam przyjaźni syntetycznych.

Nie narzekam, że życie ma gorzki smak.

Zgubiłem wzruszenia i czas ze mnie drwi…

Nic się nie zmienia …nie zmienia się nic…

Metal i kamień –szyderczy zwycięzcy…

Nic się nie zmienia …Nic się nie zmienia

Bezsilny i zagubiony nie wiem, którędy iść!

Nie zmienia się nic …Nie zmienia się nic…

Na ziemi, w piekle i w niebie!

Nic się nie zmienia …Nie zmienia się nic…

Czy możliwe, bym mógł na próżno żyć… ?!